Nasze historie

JOANNA ZIELEWSKA

asia-nasze-historieDo Fundacji trafiłam w 2011 roku. Zaczęłam pracę jako edukatorka
w tematyce wczesnego wykrywania raka piersi i nauki samobadania piersi na fantomach. W rodzinie wiele kobiet chorowało na raka piersi, również moja Mama, współzałożycielka Fundacji. Problem był mi znany, ponadto jestem mgr pielęgniarstwa, więc uznałam, że przygotowanie mam wszechstronne. Wiem wszystko!  Takie było moje odczucie.W pewien jesienny wieczór, podczas relaksującej kąpieli w wannie wybadałam w piersi guz… A później świat zawirował i w jednej chwili runął jak domek z kart….
Rak! Rozpacz! Strach! Przerażenie! Łzy! Złość! Umrę! To koniec! Dlaczego ja?!

Nie umarłam, wręcz przeciwnie, odrodziłam się na nowo. Życie nabrało koloru, smaku, zapachu. Nie odkładam marzeń na później, realizuję plany, cieszę się z każdych kolejnych urodzin.
Jestem wdzięczna za każdy dzień, Kocham życie!

Jestem w Fundacji dla siebie i dla innych, bo wiem jak można przez to wszystko przejść z przytupem. Życie po raku zmienia się na lepsze, tak mówiła mi moja Mama… i miała rację!

Blog Asi

http://blogi.dzienniklodzki.pl/joannazielewska/2013/06/08/4/

 

ALDONA RODA

ada W roku 2013 zachorowała moja ukochana Mama. Przez okrągły rok towarzyszyłam jej w powolnym odchodzeniu. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się myśl, żeby w jakiś sposób zaangażować się w pracę z ludzi chorującymi na nowotwory. Ale pochłonęła mnie codzienność i pomysł wyparował.
Wrócił ze zdwojona siłą gdy na początku 2016 roku okazało się, że i ja jestem chora. Uznałam, że to doświadczenie muszę przekuć w coś dobrego. Jestem coachem, pedagogiem, trenerem, byłam przy Mamie, teraz ja doświadczam choroby – może mogłabym jakoś się przydać światu…?
I z takim pytaniem właśnie zwróciłam się do naszej Fundacji, o której dowiedziałam się od pani psycholog w Szpitalu Kopernika. W Fundacji poznałam wspaniałe kobiety, dzięki którym znacznie łatwiej było mi przejść długi proces leczenia. Jestem człowiekiem czynu, więc nie pozwoliłam by choroba położyła mnie na łopatki. Wręcz przeciwnie – dołączyłam do Fundacji. Paradoksalnie, mogę więc powiedzieć, że dzięki tej chorobie mogę realizować drzemiące we mnie od zawsze pragnienie niesienia pomocy innym. Mogę i chcę wspierać kobiety które zachorowały. Od pierwszego momentu, od chwili usłyszenia diagnozy. Wieloaspektowo – jako profesjonalny coach, jako osoba towarzysząca w chorobie oraz jako kobieta, która doświadczyła i zwalczyła raka. To stało się celem mojego życia. Moją misją i pasją.

Dzięki chorobie skonfrontowałam się też z nieuchronnością przemijania. Nie odkładam już marzeń na bliżej nieokreślone jutro.

Słowo do Pań, które zachorowały…Nie jesteś sama i nie musisz przez to przechodzić sama. Jesteśmy tu po to by Cię wspierać. Przetarłyśmy już szlak i chętnie podzielimy się swoją wiedzą, doświadczeniem, sobą. Zaufaj nam i pozwól sobie pomóc.

 

MARZENNA LEWANDOWSKA

marzenka Byłam sama, bo nikt nie może przetrwać ciężkiej choroby za nas. Zabrać strach, cierpienie oddać spokój i powrót do zdrowia. W tej szarości i nicości spotkałam kobiety takie jak ja chętne do wsparcia
i do działania na rzecz innych bezpierśnych kobiet. W tym innym ukształtowanym przez chorobę życiu rodzi się pomysł i wielka przyjaźń.  Będziemy wspierać i edukować inne kobiety. Stworzymy fundację, której celem będzie uczenie kobiet i mężczyzn samobadania piersi na fantomach.

I tak wraz z Grażyną Słowińską założyłyśmy w 2011 roku Łódzką Fundację „Kocham Życie”.
Tak bywa, że z wielkiej przyjaźni powstają piękne dzieła. Choroba zmieniła w moim życiu bardzo wiele.
Strach wobec życia i niosących wraz z nim wiele problemów bardzo zmalał. Przestałam bać się nowych życiowych wyzwań. Poniosła mnie fala wielkiej otwartości do świata i nowo poznanych ludzi. Smaki zapachy, małe żuczki i żabki to wszystko mnie otacza i jest ze mną w środku mojego nowego życia. Działanie i założenie fundacji uważam za swój wielki sukces. To może wydawać się śmieszne,
ale tą odwagę dał mi rak. Uwolnił ze mnie wspaniałą energię zaczopowaną we mnie przez wiele, wiele lat. Chciałabym, aby wszystkie kobiety, które zachorują na raka nie traciły szczęścia i radości życia.
Żeby nie zadawały pytań typu: ”Zaczęliśmy z mężem budować dom, czy teraz warto kontynuować marzenie naszego życia?”   Warto spełniać marzenia swojego życia, choćby miały one trwać chwilkę.
Warto być dobrym dla innych, bo dobro powraca i buduje wspaniałe relacje z ludźmi.
Warto być otwartym na innych, bo we wspólnym chorowaniu powstają przyjaźnie na ZAWSZE.


ZOFIA WŁODARCZYK

W 1998 r. spotkanie z diagnozą – rak zaowocował mają aktywnością.
To było jak przebudzenie.
Od tej chwili zaczęłam siebie na nowo. Zmiany następowały etapami, jedna zmiana wywoływała następną. Jako rehabilitantka z zawodu, pogłębiłam swoją wiedzę licznymi szkoleniami, które umożliwiły mi pracę z kobietami po rozpoznaniu Raka piersi. Mocno czuję ten temat, jestem jedną z nich. Zostałam też wolontariuszką onkologiczną. To właśnie wtedy na profesjonalnych wybiegach przeżyłam przygodę jako modelka prezentująca specjalną bieliznę dla kobiet po mastektomii.
Dużo się działo. W 2011 r. wraz z Grażyną Słowińską i Marzenną Lewandowską uczestniczyłam przy zakładaniu obecnej fundacji. Zostałam członkiem zarządu. Ale pracując z ludźmi i dla ludzi, nie zapominam o sobie i sprawianiu sobie radości. Nawet małych, bo z małych rzeczy robią się duże.